Powrót do strony "Dla rodziców"

 

SUSAN  FORWARD „TOKSYCZNI  RODZICE”

 

Posiniaczona dusza – niszczenie słowem.

 

     Niektórzy mawiają „ Kije i kamienie mogą połamać mi kości, ale słowa nigdy mnie nie zranią”. Nie jest to prawdą. Obraźliwe słowa, poniżające uwagi i upokarzający krytycyzm mogą być dla dzieci niezwykle szkodliwymi komunikatami o nich samych, komunikatami mogącymi mieć drastyczny wpływ na ich przyszłe życie.

     Jako społeczeństwo, siłą tradycji uważamy, że karanie dzieci to sprawa wewnątrzrodzinna, a sposób karania pozostawiany jest zwykle do rozstrzygnięcia ojcu rodziny. Większość rodziców mówi czasami coś uwłaczającego własnym dzieciom. Jeśli nie zdarza się to często, nie pozostawia w psychice dziecka trwałych śladów. Znieważające są natomiast, częste napaści słowne, w których przedmiotem jest wygląd dziecka, jego inteligencja, umiejętności, czy też wartość jako istoty ludzkiej. Słowni tyrani atakują bezpośrednio, otwarcie, złośliwie poniżając swoje dzieci. Wyzywają je od głupich, złych i brzydkich. Zapominają o uczuciach dziecka i o dalekosiężnym wpływie takich nieustannych ataków na budowanie przez dziecko właściwego obrazu samego siebie.

     Każdy z nas ma na sumieniu żarty czyimś kosztem. W większości przypadków, żarty te mogą być względnie nie szkodliwe. Ale jeżeli to rodzice – często i okrutnie żartują sobie z własnego dziecka, ich zachowanie jest nadużyciem, tak typowym dla toksycznych rodziców. Dzieci wierzą i przyjmują do siebie to, co mówią ich rodzice. Powtarzanie żartów kosztem bezbronnego dziecka jest ze strony rodziców sadystyczne i destrukcyjne.

     Wielu rodziców skrywa słowną tyranię pod maską opiekuńczości. Dla usprawiedliwienia okrutnych i oczerniających uwag używają takich argumentów jak: „Próbuję pomóc Ci stać się lepszym człowiekiem”.

     Zdrowi rodzice z radością obserwują, jak wzrastają kompetencje ich dzieci. Natomiast rodzice rywalizujący często czują się oszukani, podenerwowani, a nawet przerażeni. Większość rywalizujących rodziców nie uświadamia sobie przyczyn tych uczuć, ale zdają sobie sprawę, że to dziecko je wzbudza. Bez względu na intencje, jakie rywalizujący rodzice deklarują wobec swoich dzieci, ich ukrytym celem jest zabezpieczenie się, aby dzieci nie mogły ich przewyższyć. Podświadome komunikaty są bardzo silne: „ Nie możesz być bardziej atrakcyjna niż ja” lub „ Nie możesz odnieść większego życiowego sukcesu niż ja”. Komunikaty tu są tak głęboko zakorzenione, że jeśli dorosłe dzieci rywalizujących rodziców osiągają sukces w jakiejś dziedzinie, to często doświadczają straszliwego poczucia winy. Im więcej sukcesów odnoszą, tym stają się bardziej nieszczęśliwe. Sterują swoim poczuciem winy poprzez podświadome nakładanie sobie ograniczeń, tak aby nie prześcignąć swoich rodziców.

     Niektórzy rodzice, nie podejmują wysiłku ukrywania się za rozumowymi argumentami. Zamiast tego, atakują swoje dzieci okrutnymi zniewagami, oskarżeniami i poniżającymi wyzwiskami. Ci rodzice są szczególnie obojętni na ból, jaki sprawiają i na trudne do na-prawienia zniszczenia, jakich się dopuszczają. Rażąca zniewaga słowna może odcisnąć się niezatartym piętnem na poczuciu własnej wartości dziecka, pozostawiając głębokie psychologiczne blizny.

     Nierealne oczekiwanie, że dzieci będą doskonałe jest kolejnym, powszechnym źródłem ataków słownych. Dzieci mają prawo do błędów oraz do pełnej jasności tego, że nie jest to koniec świata. Toksyczni rodzice narzucają swoim dzieciom nieosiągalne cele, nierealne oczekiwania i nieustannie zmieniające się reguły. Spodziewają się od innych reakcji o stopniu dojrzałości, który można osiągnąć w miarę uzyskiwania życiowego doświadczenia niedostępnego przecież dla dziecka. Dzieci nie są miniaturowymi dorosłymi. Niestety toksyczni rodzice spodziewają się od nich takiego zachowania, jakby nimi były.

Nie ma wątpliwości, że dzieci mogą zostać zranione w wyniku upokorzeń, których doznawać mogą od kolegów, nauczycieli, rodzeństwa czy innych członków rodziny, jednakże w kontaktach z rodzicami są najmniej odporne na ciosy. Rodzice są przecież dla dziecka centrum wszechświata. Jeśli twoi rodzice źle mówią o tobie, musi to być prawdą. Jeśli matka zawsze mówi „ jesteś głupi”, znaczy to, że jesteś głupi. Dziecku brak jest odpowiedniego dystansu umożliwiającego zakwestionowanie tych opinii. Oprócz poważnego zniekształcenia obrazu samego siebie, werbalne zniewagi mogą tworzyć samorealizujące się negatywne oczekiwania co do tego, jak dasz sobie radę w świecie.

     W obecnych czasach wiele świeckich autorytetów uznało potrzebę wdrożenia nowych procedur sądowych dla orzekania w sprawach dotyczących szeroko rozpowszechnionej fizycznej i seksualnej przemocy w stosunku do dzieci. Ale nawet najbardziej godne szacunku autorytety nie mogą uczynić nic dla dziecka znieważanego słownie. Jest ono samotne.

  

Rodzice jako bogowie.  Mit rodziny doskonałej.

 

     Rodziców toksycznych można porównać z bogami greckimi, którzy nie musieli być dobrzy i sprawiedliwi, mieć rację. Mogli działać irracjonalnie, ich zachowania nie można było przewidzieć. Gdy dziecko jest małe zaspokajają jego potrzeby, dlatego w miarę rozwoju powstaje u dziecka potrzeba utrzymania przekonania o tym, że jego rodzice są doskonali. Niezależności dziecko zaczyna uczyć się w wieku 2-3 lat. W okresie dojrzewania następuje oderwanie od rodziców, konfrontacja z życiem ich przekonań, wartości, gustów, autorytetów. Rodzice wyrozumiali uważają ten bunt za normalny etap rozwoju emocjonalnego, toksyczni zaś za atak na nich samych. Broniąc się wzmacniają u dzieci poczucie zależności i bezradności, utrudniają jego rozwój wierząc, że robią to wszystko dal jego dobra. Negatywne nastawienie wyrządza szkody samoocenie uniemożliwiając rozwój poczucia tożsamości i niezależności. Często rodzice uważają, że mają prawo kierować dzieckiem tylko dla tego, że dali mu życie. Jest ono zdane na ich łaskę i niełaskę i nie wie, kiedy nastąpi „atak”. W sercu dorosłego człowieka, który był kiedyś źle traktowany przez rodziców, żyje małe dziecko, które czuje się bezsilne i przestraszone. W miarę zatracania własnej wartości dziecko coraz bardziej uzależnia się od rodziców i gloryfikuje ich.

     Wiara w idealnych rodziców opiera się na dwóch doktrynach:

1.     Ja jestem zły, a moi rodzice dobrzy.

2.     Ja jestem słaby, a moi rodzice silni.

      Bardzo ważnym elementem terapii jest uświadomienie sobie tego faktu. Kolejnym krokiem jest zburzenie „muru obronnego” jakim jest wyparcie lub racjonalizacja. Wyparcie to prosty nieświadomy proces wypychania pewnych zdarzeń i uczuć poza świadomość, udawanie, że pewne fakty nie miały miejsca. Racjonalizacja to rozumne uzasadnianie czegoś bolesnego i niegodnego poprzez używanie mocnych argumentów. Mają one na celu zaakceptowanie tego, co jest nie do przyjęcia. Idealizowanie zmarłych rodziców jest niemalże automatyczne. Dlatego dzieci toksycznych rodziców często noszą w sobie pozostałości po zmarłym, co skutecznie blokuje możliwości rozwiązania konfliktów z tymi, którzy odeszli. Toksyczni rodzice ustanawiają zasady, dokonują osądów i zadają ból. Ich gloryfikacja to zgoda na życie według ich koncepcji, akceptacja bolesnych uczuć jako element życia. W momencie, gdy spojrzymy na takich rodziców realnie, sprowadzimy ich na ziemię, istnieje możliwość wyrównania sił we wzajemnych kontaktach.

 

To, że nie mieliście złych zamiarów, nie znaczy, że nie bolało. Rodzice nieadekwatni.

 

     Każde dziecko ma nienaruszalne prawo do ochrony, bezpieczeństwa, zaspokajania podstawowych potrzeb materialnych i duchowych. Prawo do właściwego traktowania umożliwiającego rozwój poczucia własnej wartości. Ze strony rodziców i opiekunów oczekuje się też ograniczenia niewłaściwego postępowania, korygowania błędów popełnianych przez dziecko, ale bez przemocy fizycznej. Jednak przede wszystkim dzieci mają prawo do beztroskiego dzieciństwa. W miarę upływu czasu, dorastania i dojrzewania, starsi wprowadzają dziecko w świat odpowiedzialności i dorosłości. Autorka problem „zabierania dzieciństwa” przez rodziców i wpływ na dalsze życie przedstawia na przykładzie Lesa / 34 lata /, Melanie / 42 lata / i Kena / 22 lata /.

     LES – Jako człowiekowi dorosłemu nie udawało się życie osobiste – rozwód, rozpad związku z konkubiną. Przyczyną tego było jego maniakalne podejście do pracy / pracował 75 godz. tygodniowo /. Już jako dziecko wolny czas wypełniały mu obowiązki domowe. Pod częstą nie-obecność ojca opiekował się znerwicowaną matką – pocieszał ją, młodszymi braćmi, sprzątał i gotował. Przez to wszystko został zmuszony do zbyt szybkiego i przedwczesnego dorastania – zabrano mu dzieciństwo. Ponieważ mimo to był dzieckiem, nie mógł funkcjonować jak dorosły. Z chwilą jak rozpoczął dorosłe życie zwiększony wymiar pracy chronił go przed konfrontacją z samotnością i deprywacją oraz wzmacniał zadawnione przekonanie, że nigdy nie zrobił wystarczająco dużo, sądził, że zwiększając ilość pracy dowiedzie, że jest człowiekiem.

     MELANIE – Dwukrotnie była mężatką, próbowała też ułożyć sobie życie z kilkoma mężczyznami nie legalizując związku. Sądziła, że cały czas napotyka „leniwych próżniaków lub całkowitych łajdaków”. Jej osoba okazała się klasycznym przykładem osobowości współuzależnionej tzn., że czuła sympatię do mężczyzn znajdujących się w kłopotach, wierzyła, iż będąc dla nich dobrą i cierpliwą partnerką staną się oni lepszymi ludźmi i pokochają ją. Wzorem podejmowania wysiłków dla ratowania mężczyzn było przymusowe powtarzanie jej związku z ojcem. Jako małe dziecko była świadkiem częstych zmian nastrojów ojca. Wielokrotnie widziała go płaczącego, rozczulającego się nad każdym, nawet najbardziej błahym niepowodzeniem. Matka, zaś, zupełnie była wyłączona z życia. Zajęta swoją chorobą i środkami uspokajającymi większość czasu spędzała w łóżku. Melanie z czasem zaczęła obwiniać siebie za stan ojca. To zmusiło ją do opieki nad własnym ojcem. Jej późniejszy wybór partnerów życiowych był podyktowany potrzebą złagodzenia poczucia winy wobec ojca. Przez to ciągle kontynuowała emocjonalną deprywację, jakiej doświadczała w dzieciństwie.

     KEN – Był w szpitalnej grupie dla młodocianych narkomanów, jego zachowanie wykazywało na bardzo duże znerwicowanie. Kiedy miał 8 lat jego rodzice się rozwiedli. Został tylko z matką. Mając 16 lat wstąpił do wojska, a tu zetknął się z narkotykami. W dzieciństwie ojciec był dla niego autorytetem, po odejściu kontakty się rozluźniły. Spragniony ojcowskiej miłości mając 15 lat odwiedził ojca. Zastał go w otoczeniu nowej rodziny, troskliwie zajmującego się nowym dzieckiem. Dla Kena było to wielkie rozczarowanie, a ucieczkę znalazł w narkotykach. Podświadomie nadal próbował wyjaśnić odejście ojca, biorąc winę na siebie.

     W dziecku odejście rodzica tworzy deprywację i pustkę, a ono samo dochodzi do wniosku, że jeśli coś negatywnego dzieje się w rodzinie, to właśnie z jego winy.

     Toksyczni rodzice są nieadekwatni lub niedojrzali do swej roli. Zachowują się jak bezradne dzieci, prze co wywołują litość. Ich własne dzieci czują się zobowiązane do zapewnienia należytej opieki. Biorą na swoje dziecięce barki zadania własnych rodziców. 

  

Dlaczego nie pozwalają mi żyć moim własnym życiem? Kontrolerzy.

 

     Toksyczni rodzice – kontrolerzy działają pod wpływem głębokiego poczucia braku satysfakcji z własnego życia i lęku przed otoczeniem. Przesadnie kontrolujący i bojaźliwi rodzice sprawiają, że ich dzieci stają się także niespokojne i bojaźliwe. Wiele z nich nigdy nie wyrasta z potrzeby nieustannego odwoływania się do rady rodzicielskiej. W rezultacie ich rodzice nie przestają wtrącać się i manipulować, a często dominować w ich życiu. Dominacja zwykle bywa maskalna pod pozorem troski.

     Wielu rodziców kontroluje swoje dzieci tak jakby były bezradne i nieprzystosowane, często wiąże się to z poprawianiem własnego samopoczucia.

     Częstym narzędziem manipulacji kontrolujących rodziców są pieniądze, wykorzystują je dla utrzymania swoich dzieci w zależności od siebie. Najpowszechniejszym typem toksycznego manipulanta jest „pomocnik”. Stwarza on sytuacje, w których jawi się jako „potrzebny” w dorosłym życiu swojego dziecka.

     W swych manipulacjach wykorzystują naturalną rywalizację między rodzeństwem zmieniając je w bezwzględne współzawodnictwo, które blokuje rozwój zdrowych więzów między dziećmi. Wymuszają na swoich dzieciach pozyskiwanie własnych uczuć, a też posługują się rodzeństwem, aby wyrazić swoje uczucie. Poprzez takie działanie wywołują u swoich dzieci poczucie winy i głębokie poczucie własnej niewierności. Reakcją na kontrolę toksycznych rodziców jest kapitulacja bądź bunt autodestrukcyjny. Bunt autodestrukcyjny nie wzmacnia osobistego rozwoju i indywidualności, jest on ćwiczeniem usprawiedliwiania braku satysfakcjonujących osiągnięć. W konsekwencji prowadzi do podporządkowania się, gdyż kontrola rodziców nie zanika, ale wciąż trwa.

  

Kazirodztwo.

 

     Definicja sądowa: Jest to stosunek seksualny między krewnymi.

     Definicja psychologiczna: Jest to kontakt fizyczny z ustami, zewnętrznymi narządami płciowymi, czy innymi częściami ciała, mające na celu seksualne pobudzenie napastnika. Może to być napastnik, którego dziecko postrzega jako członka rodziny np. macocha, ojczym, powinowat.

     Istnieją jeszcze inne kazirodcze zachowania, bardzo krzywdzące, ale nie łączące się z fizycznym kontaktem z ciałem dziecka np. napastnik obnaża się na oczach dziecka, namawia dziecko do pozowania do seksualnych zdjęć. Jeszcze inne zachowania / bardziej subtelne / noszą nazwę kazirodztwo psychologiczne, ofiary psychologiczne doświadczyły zamachu na swoje poczucie intymności, bezpieczeństwa, np. podglądanie dziecka, które się ubiera lub kąpie.

     Każdy może być typowym kazirodczym napastnikiem. Często są to osoby ciężko pracujące, szanowane, chodzące do kościoła, oficerowie policyjni, nauczyciele, „grube ryby” w przemyśle, murarze, lekarze i duchowni. Cech, które ich łączą mają podłoże psychologiczne a nie społeczne, kulturowe, czy ekonomiczne.

     Większość tych napastników prowadzi bujne życie seksualne w życiu małżeńskim, zwracają się ku dzieciom albo w poszukiwaniu poczucia siły władzy, albo w poszukiwaniu bezwarunkowej, pozbawionej zagrożenia miłości jaką mogą dać dzieci.

     Doświadczenia wykazują, że kazirodztwo nie zdarza się w rodzinach otwartych, kochających się i komunikujących się ze sobą, zaś zdarza się w rodzinach gdzie istnieje duży stopień uczuciowej izolacji, brak otwartości, niezaspokojone potrzeby, napięcia oraz brak wzajemnego szacunku. Może też być odbierane jako całkowity rozpad rodziny.

     Charakterystyczną cechą związku rodzic – dziecko jest ogrom psychologicznego przymusu. Ofiary nie zdają sobie sprawy, że przemoc emocjonalna jest dokładnie tak samo destrukcyjna jak przemoc fizyczna. Dzieci są bardzo ufne, stają się więc łatwym łupem. Emocjonalna słabość dziecka jest zwykle jedyną rzeczą, jakiej niektórzy kazirodczy napastnicy potrzebują. 90% ofiar kazirodztwa nie przyznaje się do tego co im się zdarzyło. Milczą w dużej mierze dlatego, że obawiają się rozpadu rodziny w przypadku gdyby rodzic miał kłopoty. Ten fakt może wywołać przerażenie, że rozbicie rodziny wywołane jest przez ofiarę. Wiele rodzin nie jest w stanie przetrwać ujawnienia kazirodztwa. Nawet jeśli rozpad rodziny leży w interesie dziecka, dziecko czuje się za ten rozpad odpowiedzialne. Wierność wobec rodziny jest niezwykle potężną siłą w życiu dziecka bez względu na to jak bardzo niezdrowe stosunki w niej panują.

     Kazirodztwo łączy ofiarę z agresorem w absurdalny i silny sposób – szczególnie w przypadku ojciec – córka. Ojciec często ma obsesję dotyczącą córki i jest szalenie zazdrosny o jej chłopców. Może ją bić lub słownie znieważać dla podkreślenia komunikatu, że ona należy tylko do jedynego mężczyzny – tatusia. Zamiast stopniowo uniezależniać się od rodzicielskiej kontroli, ofiara coraz bardziej wiąże się z napastnikiem.

     Jedynym sposobem w jaki wiele ofiar radzi sobie z traumą kazirodztwa we wczesnym okresie życia jest psychologiczne ukrycie jej poprzez zepchnięcie określonych wspomnień tak głęboko w podświadomość, że mogą one ujawniać się poprzez lata lub nigdy. Wspomnienia kazirodztwa powracają często niespodziewanie przy okazji jakiegoś życiowego wydarzenia np. małżeństwo, śmierć kogoś z rodziny.

     Napastnik i ofiara odgrywają udane przedstawieni aby utrzymać swoją tajemnicę wewnątrz domu. A warto się zastanowić co dzieje się z drugim rodzicem. Wiele ofiar kontaktów ojciec – córka zdawało się być bardziej zagniewanych na matkę niż na ojca. Wiele z nich torturowało się pytaniem: w jakim stopniu ich matki zdawały sobie sprawę, że pod ich dachem ma miejsce kazirodztwo.

     Istnieją trzy typy matek w kazirodczych rodzinach:

-         te, które naprawdę nie wiedzą,

-         te, które być może wiedzą,

-         te, które naprawdę wiedzą.

     Nieliczne matki nawet popychają swoje córki do kazirodztwa. Milczące matki nie odstępują swojej roli, ale raczej zrzekają się swojej osobistej władzy. Zazwyczaj matki nie nakłaniają córek aby zajęły ich miejsca, ale pozwalają, aby one same i ich córki zostały zdominowane przez napastnika. Ich lęki i potrzeba zależności okazują się być silniejsze niż instynkt macierzyński. W ten sposób pozostawiają swoje córki bez opieki.

     Każdy dorosły człowiek, który jako dziecko był napastowany przenosi z dzieciństwa w życie dorosłe poczucie, że jest beznadziejnie nieadekwatny, zły i prawdziwie zepsuty. Ofiary kazirodztwa dzielą ze sobą spuściznę trzech tragicznych uczuć będących wynikiem tej zbrodni: zbrukania, zepsucia, poczucia własnej inności.

     Większość ofiar kazirodztwa ma szczególne trudności z dorosłymi związkami miłosnymi. Jeśli już dana osoba wejdzie w związek oparty na miłości, to zwykle zły duch odbija na nim swoje piętno, zwłaszcza w sferze seksu. Często jest tak, że ofiara odczuwa wstręt na myśl o seksie. Jest to naturalna reakcja na kazirodztwo. Współżycie seksualne wiąże się z niezatartym wspomnieniem bólu i zdrady.

     Ofiary kazirodztwa mają tendencję do ujawniania stłumionej wściekłości i niewyrażony smutek na wiele sposobów.

     Depresja obejmuje różne stany począwszy od bliżej nieokreślonego przygnębienia, aż prawie do całkowitej drętwoty. Wiele ofiar, szczególnie kobiety, pozwala sobie w dorosłym wieku na otyłość. Nadwaga służy ofierze do dwóch celów:

-         wyobraża sobie ona, że będzie to utrzymywać mężczyzn z dala od niej,

-         masa ciała tworzy fałszywą iluzję siły i potęgi. Wiele osób jest przerażonych, kiedy zaczynają tracić na wadze, ponieważ sprawia to, że czują się znowu bezradne.

     Powtarzające się bóle głowy są również powszechne wśród ofiar kazirodztwa. Te bóle są nie tylko fizyczną manifestacją stłumionej wściekłości, ale również formą samokarania. Niektórzy też zatracają się w alkoholu i narkotykach. Przynosi to chwilowe zagłuszenie poczucia zagubienia i pustki.

     Duża liczba ofiar kazirodztwa szuka dla siebie kary w świecie. Niektórzy popełniają okrutne zbrodnie, domagając się ukarania przez społeczeństwo, inni zajmują się prostytucją – domagając się kary ze strony stręczycieli.

 

W tej rodzinie nikt nie pije.

 

     Klimat emocjonalny i psychiczny jaki panuje w rodzinach alkoholików w dużej mierze zbliżony jest do klimatu rodzin narkomanów. Dużo energii wydatkuje się na bezskuteczne próby uratowania pijaka, oraz na utrzymanie tajemnicy tzw. zabawę w „normalną rodzinę”, która jest niszcząca dla dzieci, ponieważ zmusza się je do zaprzeczania słuszności własnych uczuć i wrażeń. Żyją one w nieustannym strachu, aby przypadkowo nie zdradzić i nie zdemaskować rodziny. Bardzo silna, bezkrytyczna lojalność wobec rodziców staje się ich drugą naturą. Unikają przyjaźni, stają się odizolowane i samotne.

     Klasycznymi symptomami charakterystycznymi dal dorosłych dzieci alkoholików jest nadmierne poczucie odpowiedzialności, lęki, stłumiony gniew i potrzeba opiekowania się alkoholikiem. W rodzinach tych powszechna jest niszcząca zamiana ról, kiedy to dziecko zmuszane jest do przyjęcia roli rodzica, gubi wzorce ról, zagrażając w ten sposób rozwijającej się osobowości. Dorosłe dzieci alkoholików często zawierają małżeństwa z alkoholikami. Jedno na czworo samo zostaje alkoholikiem. Odtwarzanie starych, bolesnych doświadczeń nazywane jest „przymusem powtórzeń”. Wiele zachowań i przekonań powstaje na wskutek naśladowania i identyfikacji z rodzicami: przygnębienie, gniew, podejrzliwość, przerost poczucia odpowiedzialności. Wiele dzieci swój pierwszy kieliszek dostało w bardzo młodym wieku od rodziców, stając się „kumplem do picia”.

     Najczęściej spotykanym okaleczeniem wśród dorosłych dzieci „toksycznych rodziców” jest nieufność. Rodzice przypisują winę za swój alkoholizm dzieciom, które stają się „kozłem ofiarnym”. Dzieci próbują realizować negatywny obraz siebie poprzez zwrócenie się ku zachowaniom autodestrukcyjnym czy przestępczym.

     Inne dzieci wtłaczane są w rolą „złotego dziecka”, które otaczane jest aprobatą obojga rodziców oraz otoczenia, w zamian za ogromną odpowiedzialność jaką zmuszone jest wziąć na siebie. Pozornie aprobata staje się sytuować to bohaterskie dziecko w bardziej korzystnej pozycji niż „kozła ofiarnego”, a w rzeczywistości deprywacja i lęki są takie same. „Złote dziecko” bezlitośnie mobilizuje się do zdobywania nieosiągalnych szczytów doskonałości, zarówno w dzieciństwie i życiu dorosłym. Dzieci zdobywają aprobatę przyjmując na siebie obowiązki ponad swoje możliwości, zamiast budować poczucie wartości w oparciu o traktowanie jako istoty ludzkiej, która wartościowa jest sama z siebie.

     Jedną z najczęstszych reakcji dzieci jest potrzeba kontrolowania wszystkiego i wszystkich co staje się przyczyną dystansu z ludźmi. Niepijącego partnera w rodzinie alkoholików nazywa się przyzwalającym lub współuzależnionym, który podświadomie wspiera pijaństwo, mimo cierpień jakich doznaje.

     Dzieci alkoholików muszą zdać sobie sprawę, że dobre samopoczucie nie musi zależeć od ich rodziców, lecz od pracy nad samym sobą, aby pokonać traumę swojego dzieciństwa.

   

 

Powrót do strony "Dla rodziców"